Intro 5



 

ENERGETYKA I KLIMAT

Solidarność uwzględniająca różnorodność, a nie solidarność unifikująca!

prof. Aleksander Surdej
kierownik Katedry Europeistyki Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie

Operacyjna definicja solidarności to gotowość do rezygnacji z własnych korzyści w celu wsparcia czy przesunięcia korzyści na rzecz innych, których zaliczamy do rodziny albo do wspólnoty. W wymiarze energetyki wyraża się w dwóch aspektach: względnym – gdy koszty np. dochodzenia do czystych źródeł energii rozkładają się nierównomiernie w odniesieniu do dochodów i absolutnym – gdy jakiś kraj musi zrezygnować z wykorzystania posiadanych zasobów. Natomiast klimat to problem jego zmiany i zanieczyszczenia. Kraje Unii różnią się pod względem tzw. miksu energetycznego. Ta różnorodność powoduje, że interesy wewnątrz UE są zróżnicowane.
Solidarność zatem jest stopniowalna. Może być większa czy mniejsza. Bardzo szybkie wymuszanie zmian zwiększa koszty. Odnawialna energia też nie zawsze jest tzw. zieloną energią, bo obrazując to: jeśli zasialibyśmy kukurydzą nagle duże połacie, zniszczymy ekosystem, podobnie jak stało się to np. w Brazylii. Czyli solidarność, to działanie zakładające jako warunek, różnorodność państw członkowskich, różnorodność zasobów, którymi te kraje dysponują, a w konsekwencji: zróżnicowane skutki dla gospodarek i nieforsowanie projektów ideologicznych.
W praktyce unijnej należy zwrócić uwagę także na solidarność pod względem rozwiązań w handlu, przede wszystkim gazem, bo w przypadku ropy naftowej nie ma takiej silnej zależności sposobów importowania od infrastruktury. Unia czy kraje członkowskie nie kupują gazu razem, by następnie go rozdzielać. Każde państwo działa na własną rękę, a umowy handlowe są tajne. Ostatecznie w wymiarze gospodarczym to się sprowadza do oceny: jak dużo, płacimy w stosunku do tego, co płacą inni kontrahenci. Czy ma to związek z solidarnością? Partnerzy czy inne kraje mogą nie wiedzieć, że np. Polska płaci więcej za gaz.
W polityce energetycznej UE zasadnicza jest następująca kwestia: czy powinniśmy dążyć do tego żeby kupować gaz, czy w ogóle zasoby energetyczne jako jeden podmiot, jako cała Unia. Dziś nie ma na to zgody. I tu trzeba byłoby zrozumieć dlaczego? Może poszczególne kraje oceniają, że są w stanie same wynegocjować lepsze warunki. Tego nie wiemy. Powinno to być elementem dyplomacji gospodarczej, bo trzeba też poznać stanowisko potencjalnego partnera, z którym chcemy uzgadniać strategie zakupowe. On może być zdziwiony, że my się dziwimy. Należy zatem stworzyć warunki do wymiany informacji albo uzgodnień, żeby nie być rozgrywanym w negocjacjach.
Inna fundamentalna kwestia unijnej polityki energetycznej i klimatycznej, to uświadomienie sobie różnicy między solidarnością i jej rozumieniem, kiedy budowano pierwsze wspólnoty, a obecną sytuacją związaną z bezpieczeństwem energetycznym i klimatycznym! Generalnie, im mniej krajów i im bardziej są podobne do siebie, tym większe poczucie więzi. Im większe zróżnicowanie, tym mniejsze odczucie solidarności. Kiedyś mieliśmy także silne podstawy chrześcijańskie. Obecnie postulat solidarności wyprowadza się z koncepcji praw człowieka, ale oderwanych od aksjologii chrześcijańskiej. A tymczasem odczuwamy bliskość właśnie na podstawie jakiejś więzi: religijnej czy etnicznej. Więź obywatelska, zaryzykuję, nie jest wystarczająco silną kategorią.
Oczywiście miejmy więc świadomość, że wśród obecnych przywódców unijnych jest coraz więcej – niestety – opinii wyraźnie sprzecznych z faktami. Jedną z nich jest lansowanie tezy, że założenie najpierw EWWiS, potem EWG, a w końcu Unii Europejskiej nie osadzało się na chrześcijaństwie. A przecież chrześcijańska demokracja była wówczas partią wiodącą. Adenauer czy de Gasperi mieli poczucie przynależności do wspólnoty chrześcijańskiej. Obecnie Unia jest projektem „kosmopolitycznym”. W książce „Oblicze Boga” Roger Scruton wprowadza rozróżnienie widoku „znikąd” i widoku „skądś”. My generalnie mamy widok „skądś” – jesteśmy ludźmi biologicznymi, kulturowo warunkowanymi. Kiedyś UE to też był widok „skądś”. Teraz jest to projekt „znikąd”, na podstawie konceptów całkowicie abstrakcyjnych.
Jednak zmiany, które się dzieją, nie są deterministyczne i powinniśmy odnosić się w nich wciąż do przeszłości, do owego „początku”. Tymczasem tzw. elity traktują Unię jako projekt konstruktywistyczny. I tu mamy chyba wyjaśnienie problemu ze współczesną solidarnością w UE. Wobec takiego stawiania spraw solidarność słabnie, a jej ożywienie wymaga odniesienia do tego, co czują ludzie – podstawowych wartości a nie sztucznych konceptów, które nie przekonają rozsądnego człowieka. Nie możemy wymyślać tworów, które na papierze działają, natomiast są głęboko rozbieżne z odczuciami ludźmi, z ich naturalnymi i zakorzenionymi historycznie i kulturowo przekonaniami. Przykładów tego mamy wiele, choćby ten z ostatnich wyborów w Austrii. Austriacy też pewnie reagują na narzucanie zmian, które kompletnie im nie pasują.
Proszę wybaczyć ale posłużę się tu przykładem. Możemy zrobić eksperyment – loterię osiedleńczą. Jak mieszkaniec Małopolski wylosuje, że ma zamieszkać w Palermo, to mieszkaniec Palermo ma dać klucz do swojego mieszkania. Czy będzie on dbać o Sycylię tak bardzo jak o Kraków?
Gospodarowanie jest narzędziem zaspokajania potrzeb i zdobywania dochodów do zaspokajania potrzeb. Nie jest celem samym w sobie. Trzeba się upomnieć o właściwe proporcje. Należy też umieć przekładać na konkret zasady takie jak solidarność. O solidarności należy przypominać i o nią się upominać. Najpierw dyskretnie, a potem głośno, bo czasami syty nie rozumie głodnego. Solidarność jest relacją wzajemną. Niekoniecznie symetryczną, ale żeby była długookresowo podtrzymywana musi być wzajemna. Nie tylko jesteśmy biorcami gestów czy poświęceń, ale sami możemy być do nich wezwani.