Intro 4



 

MIGRACJE

Kryzys i nieskuteczna solidarność europejska

ks. dr Leszek Gęsiak SJ
kierownik Sekcji Polskiej Radia Watykańskiego

Migracje są tak stare, jak stary jest świat. Człowiek zawsze migrował szukając w innych miejscach lepszych warunków do życia. Ale migracje to także element stymulujący gospodarkę. I jest to jeden z tych wymiarów, gdzie Unii Europejskiej udało się w ostatnich latach osiągnąć wysoki poziom wewnętrznej solidarności. Otwieranie rynku pracy i ułatwienia w otrzymywaniu legalnego pobytu dla konkretnych zawodów pozwalało bowiem z jednej strony na osiągnięcie doraźnych korzyści ekonomicznych, ale także na zapewnienie stabilizacji zatrudnienia w dłuższej perspektywie czasowej. Kierując się takim założeniem, Unii udało się pośrednio pokazać, że ważne jest otwieranie się na innych, likwidowanie lub przynajmniej niwelowanie podziałów etnicznych czy kulturowych, jak też znoszenie granic przy zachowaniu pełnej różnorodności, zwłaszcza dotyczącej tożsamości językowej czy etnicznej. To wszystko jednak dotyczyło europejskich relacji wewnętrznych.
By zrozumieć dlaczego Europa wpisała do traktatów zasadę solidarności, warto sięgnąć do roku 1950, do tzw. „Deklaracji Schumana”. Czytamy w niej, że Europa „będzie powstawała przez konkretne realizacje, tworząc najpierw rzeczywistą solidarność”. I to właśnie miało stanowić o sile wizji nowej struktury. Dlaczego zdaniem Roberta Schumana Europa ma być solidarna? Żeby usunąć odwieczną wrogość między zwaśnionymi europejskimi narodami. Uważał bowiem, że możemy być solidarni mimo tego, że do tej pory byliśmy wrogami. Musimy chcieć sobie wzajemnie pomóc, choć historia bardzo nas poróżniła. Winniśmy być solidarni, aby budować wspólny dobrobyt, pokój i bezpieczeństwo.
Dziś jednak pojawiło się zupełnie nowe wyzwanie, odmienne od tamtego sprzed dziesięcioleci. Zadajemy sobie pytanie: czy w duchu tej solidarności, o której mówią traktaty, jesteśmy gotowi przyjąć ludzi spoza kręgu europejskiego, by dać im taką samą szansę rozwoju, jaką otrzymaliśmy my sami? Wydaje się, że nie. Jesteśmy na nich otwarci, gdy ich potrzebujemy. Diagnoza ta wynika z refleksji nad tym, co dzieje się w Europie w ostatnich latach. Po wielu tragicznych katastrofach łodzi z migrantami na Morzu Śródziemnym, które pociągnęły za sobą tysiące ofiar ludzkich, często zadawano sobie pytanie: dlaczego tak się dzieje? Być może odpowiedź jest dosyć prosta. Stało się tak m.in. dlatego, że Europa Zachodnia, pogrążona w kryzysie demograficznym, potrzebowała siły roboczej. Zamierzała zatem pomóc wyłącznie sobie, a nie obcym, którzy takiej prawdziwej pomocy potrzebują. Część krajów zjednoczonej Europy dała zatem optymistyczny, by nie rzec euforyczny sygnał, że na tych ludzi czekamy, bo ich po prostu potrzebujemy i zagwarantujemy im u nas pracę i dobrobyt. Okazało się jednak, że tych którzy zechcieli skorzystać z tej oferty dla taniej siły roboczej jest zbyt wielu, bo poza imigrantami ekonomicznymi pojawili się ludzie w dramatyczny sposób dotknięci tragedią wojny. Sytuacja przerosła zatem oczekiwania Europy. Zostaliśmy skonfrontowani z prawdziwą falą uchodźców, ludzi, którzy rzeczywiście potrzebują pomocy, którzy uciekają przed wojną i prześladowaniem, którzy chcą po prostu godnie żyć. Na to nie byliśmy przygotowani. Otwarliśmy nasze karty, a w nich miejsce solidarności zajęte zostało przez egoizm tych, którzy żyją w dobrobycie.
Egoizm jest nie do pogodzenia z solidarnością. I tu chyba tkwi cały sekret i trudność tzw. problemu migracyjnego w Europie. Zapisy traktatowe gwarantują nam bezpieczeństwo, a wzajemna solidarność ma nam pozwalać lepiej się rozwijać. Z tego, co osiągniemy, będziemy korzystać wszyscy, ale do wewnątrz. Solidarność zewnętrzna, której nie potrafimy sprostać, pokazuje zatem nam, Europejczykom, że tak naprawdę nie jesteśmy solidarni.
Prawdziwa solidarność wymaga rezygnacji z czegoś swojego dla drugiego. Musi dać nie z tego, co jej zbywa, ale z tego, co jest jej własnością i do czego ma prawo. To dylemat, przed którym stoi dziś Europa. Dlatego też dalej otaczamy się murem. Budujemy kordon ochronny, ponieważ w środku stworzyliśmy dla siebie przestrzeń bezpieczeństwa, pokoju i dobrobytu. A to samo w sobie jest przecież czymś dobrym. Więcej, obowiązkiem każdego państwa jest zagwarantowanie tych trzech elementów jego obywatelom. Unia, która chce częściowo przejąć rolę państwa, także pragnie zapewnić swoim obywatelom dobrobyt i bezpieczeństwo, co jest ze wszech miar godne uznania. W konsekwencji dochodzi jednak do powiększania i tak już wielkich dysproporcji społecznych, gospodarczych i humanitarnych. Okazuje się, że zamiast budować solidarność, budujemy jedynie mury. Ale jeżeli poza tym murem, poza naszą strefą ochronną, jest przemoc, wojna i niepewność i nie ma tam żadnej szansy na godne życie, to już z tym światem nie chcemy mieć nic wspólnego.
Schuman mówił, że produkcja europejskiego związku państw „oferowana będzie całemu światu bez różnicy wyjątków”. Nie chodzi zatem o dawanie tego, co będzie nam zbywać, ale o solidarne dzielenie się z tymi, którzy będą w potrzebie, oczywiście przy zachowaniu twardych reguł ekonomii. Schuman zakładał to w 1950 r. To właśnie miało być zapisane w traktatach, najpierw między Francją i Niemcami, a później przez grupę pierwszych kilku państw tworzących Europejską Wspólnotę Węgla i Stali. Konsekwencją tego jest wspólnota, którą dziś tworzą kraje Unii Europejskiej.
Budując dobrobyt i bezpieczeństwo w Europie przez ostatnie kilkadziesiąt lat, tworzyliśmy dysproporcje między naszym kontynentem jego otoczeniem. Po części było to działanie świadome. W ten sposób bogate państwa zawsze mogły pozyskać przybywającą do Europy tanią siłę roboczą do stymulowania gospodarki. Okazało się jednak, że dysproporcje te są zbyt duże. Wewnątrz kordonu europejskich granic żyje się dobrze i bezpiecznie. Poza nim często już tak nie jest. W pewnym sensie wpadliśmy zatem w pułapkę przekonania wielu społeczeństw świata zachodniego, że budowanie swojego dobrego, bezpiecznego i bogatego domu zapewni nam rzeczywisty i faktyczny spokój. Zapomnieliśmy jednak o czymś bardzo istotnym: o solidarności.
Ostatnia seria zamachów terrorystycznych wyrwała nas brutalnie ze tego snu i złudzenia. Budowanie kordonu okazało się nie tak idealną i efektywną koncepcją jak zakładano. To po prostu nie wystarcza! Dziś, choć nadal bogato, już nie jest tak bezpiecznie jak kiedyś. Europa nie jest już bowiem osobnym i idealnie wyizolowanym światem.