Intro 3



 

BEZPIECZEŃSTWO

Rozbieżne oceny zagrożeń nie sprzyjają solidarności

dr Michał Góra
Centrum Studiów Interdyscyplinarnych AXIS

Okres zimnowojenny nie dawał szansy na eksperyment z budowaniem samodzielności Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w zakresie polityki obronności i bezpieczeństwa. Jak długo dwa wrogie bloki polityczne prowadziły bezpardonowe zmagania o dominacje nad światem, tak długo w sferze wojskowości Europa Zachodnia pozostawała swego rodzaju protektoratem USA, które pełniły pierwszoplanową rolę w NATO i swoim potencjałem dawały parasol ochronny przed Związkiem Radzieckim. Zresztą Sojusz Północno-Atlantycki był oraz pozostaje – jak dotąd – jedynym wyraźnym, efektywnym spełnieniem idei i zasady solidarności, wyrażonej jednoznacznie w piątym artykule Traktatu Waszyngtońskiego, który nie pozostawiał wątpliwości że w razie zagrożenia państwa należącego do sojuszu pozostali członkowie zrealizują plan „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”!
Po zakończeniu zimnej wojny możliwe było rozwinięcie przez Wspólnotę a potem Unię autonomicznych zdolności w sferze bezpieczeństwa politycznego i militarnego. Ale mimo różnych prób i koncepcji, a nawet mimo stworzenia strategii i oficjalnej polityki przyjętej jako wspólna w UE (European Security and Defence Policy – ESDP), inicjatywa ta pozostaje niespełnionym marzeniem. Wskazuje raczej na niestety strukturalną słabość konstrukcji unijnej. A ESDP nie należy do, delikatnie rzecz nazywając, najbardziej wiarygodnych i sukcesywnych projektów Unii Europejskiej. Dlaczego tak się stało?
Po 1990 roku dokonała się z powodzeniem integracja zachodniej i wschodniej części Europy. Państwa Unii zaczęły korzystać z niespotykanej w przeszłości koniunktury politycznej i gospodarczej, jaka nagle stała się udziałem tego regionu. Skierowały swoją uwagę na kwestie społeczno-gospodarcze. Zrealizowały szereg celów, które uczyniły z UE najbardziej zasobną, skoncentrowaną na dobrostanie własnym i swoich obywateli (zwłaszcza w państwach „starej Unii”) część świata. Dwudziestolecie tzw. przerwy strategicznej (strategic timeout) okresu pozimnowojennego zaowocowało tym, że geopolitycznie region europejski znalazł się na szczęśliwym kursie i jakby na uboczu rozgrywania się głównych światowych konfliktów, które koniec zimnej wojny nie tyle zlikwidował, co raczej przeniósł w inne regiony globu.
Zamiast wybicia się na podmiotowość, nastąpiło „uśpienie” Europy w zakresie gotowości obronnej. Państwa Unii błędnie oceniły, że zaistniała sytuacja – wynikająca z „pokojowej dywidendy” – potrwa wiecznie albo bardzo długo. Nie zauważyły, że przerwy strategiczne mają inną naturę. Pozwalają jedynie na krótkookresowe wytchnienie i powinny być wykorzystane do lepszego rozpoznania i przygotowania się na nowe zagrożenia. To był błąd, bo nieprzewidziane zagrożenia zwaliły się na UE prawie jednocześnie.
Okres przerwy strategicznej ma się jednak zdecydowanie ku końcowi. Europa, a wraz z nią Unia, wróciły do głównego nurtu polityki światowej z kilku powodów. Rosja rozpoczęła intensywne testowanie determinacji obronnej poszczególnych państw regionu, czego apogeum była agresja na Ukrainę, a co świadczy o planach Kremla na odzyskanie utraconych tu wpływów. Konflikt z Zachodem stał się geostrategicznym dążeniem dla radykałów politycznego islamu, a słabo zmotywowana obronnie Europa – rozpoznana przez taktyków dżihadu jako miękkie podbrzusze Zachodu – stała się symbolicznym i infrastrukturalnym celem zamachów, które są coraz bardziej krwawe. Do tego doszły: kryzys migracyjno-uchodźczy (wykorzystywany przez wrogów zewnętrznych Europy i podsycany przez konkurencję wewnątrz UE), przewlekający się kryzys gospodarczy, realność Brexitu, a w końcu wzrost nacjonalizmów wewnątrz Unii. Skutkujący zwiększeniem roli politycznej lub wręcz przejęciem władzy w części państw Unii przez skrajne ideologicznie ugrupowania. Tyle diagnoza stanu i aktualnej kondycji UE. Jest ona zresztą dziś dość oczywista.
Z jakich powodów wciąż napotykamy na trudności w realizacji Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, podczas gdy w większości pozostałych obszarów działalności Unii Europejskiej można mówić o autentycznym lub przynajmniej względnym sukcesie? Dlaczego jej sfinalizowanie jest tak bardzo trudne, skoro od zainicjowania procesu jedności politycznej w Europie podnoszona była idea bezpieczeństwa i traktowana jest jako ukoronowanie integracji? Aby zrozumieć przyczyny dotychczasowych niepowodzeń musimy wpierw wrócić jednak do kwestii zasad, zwłaszcza solidarności. Bilans korzyści wynikających z uczestnictwa we wspólnej polityce UE związany jest bezpośrednio z tą zasadą. Dzięki niej państwom i wspólnotom udało się osiągnąć bardzo wiele w dziedzinie gospodarczej, społecznej, w zakresie prawa i wolności, ochrony środowiska i jakości życia, i w wielu innych obszarach. Ucząc się stosować zasadę solidarności, zaszliśmy bardzo daleko, mimo licznych kontrowersji i sprzeczności, i mimo wcześniejszych, uzasadnionych historycznie uprzedzeń.
Zasadniczych przeszkód upatruję także w raczej nieartykułowanych ale utrzymujących się rozbieżnościach w zakresie podstawowych interesów strategicznych poszczególnych członków i grup państw członkowskich oraz w dużych różnicach w ocenie czynników zagrażających bezpieczeństwu Europy. W szczególności dotyczy to optyki dotyczącej intencji i strategii Rosji a także trwałości zagrożeń dla UE wypływających z niestabilności na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Te przyczyny są ważne ale przekraczalne! i… wtórne w stosunku do problemów ze stosowaniem zasady solidarności w odniesieniu do bezpieczeństwa i obronności przez unijnych partnerów.
Podstawowe znaczenie dla wiarygodności Europejskiej Polityki Bezpieceństwa i Obrony będzie mieć zbudowanie dwóch prawdziwych jej ramion – politycznego i wojskowego – które wykażą zdolność do jednoznacznego i solidarnego podejmowania akcji skierowanych na rozwiązanie konfliktów. Przy czym musi dochodzić do reakcji Unii nawet wobec tych konfliktów, które dotąd bywają bagatelizowane z uwagi na krótkookresowe korzyści części członków UE. Droga do takiego stanu jest niezwykle daleka. Potwierdza to fakt, jak łatwo autorytarna i agresywna Rosja podzieliła Europę w trwającej wciąż rozgrywce o Ukrainę i złapanie dużej części Unii w gazową pułapkę zależności od Nord Stream i Nord Stream 2.